poniedziałek, 26 lutego 2018

Blog Reaktywacja

chibird.com


Po bardzo długiej przerwie postanawiam powrócić do pisania bloga. Powodów jest kilka :)


Po pierwsze, zawsze sprawiało mi to radość, a gdzieś w natłoku obowiązków i różnych zajęć zarzuciłam pisanie... Dziś mądrzej gospodaruję czasem i też zdecydowanie więcej czasu przeznaczam na relaks.


Po drugie, prowadzenie bloga pozytywnie mnie mobilizowało do regularnych treningów, zdrowej diety i bycia aktywną. Na przestrzeni trzech lat parę kilogramów przybyło w związku ze zdiagnozowaną niedoczynnością tarczycy, ale... udało się znaleźć sposoby, by powoli wrócić do formy i chętnie się tym z Wami podzielę.

Po trzecie, sama śledzę dużo blogów i profili na Insta, bardzo lubię wchodzić w interakcje, komentować, dyskutować. Tęskniłam za Wami i swoim miejscem w sieci...


Po czwarte, mam dużo szerszą wiedzę dotyczącą różnych narzędzi służących prowadzeniu bloga, funpage, edycji zdjęć i filmów, więc chętnie przekuję wiedzę na zajęcia praktyczne :) Moim marzeniem jest też kurs fotograficzny i zakup porządnego aparatu, co mam nadzieję niebawem zrealizować! ❤

Stąd też chciałabym podejść do tematu bardziej profesjonalnie. Zastanawiam się nad założeniem nowego bloga, który miałby charakter bardziej lifestylowy. Oczywiście tematyka fitnessowa dalej byłaby jego stałym elementem, ale nie jedynym. Inaczej widzę też wygląd bloga, obecnie muszę przyznać, że panuje tu niezły chaos, stąd pomysł utworzenia nowej domeny.


Oczywiście jeśli podejmę taką decyzję dam znać i zostawię link do nowego bloga, a tymczasem szykuję materiał do nowego posta.
To będzie udany rok! ❤





środa, 26 lutego 2014

Cheat day :)


Jedzenie, pewnie tak jak dla niektórych z Was, to jedna z moich ukochanych rzeczy na świecie! Czasami bycie na diecie wystawia nas na pewne pokusy, którym ciężko jest powiedzieć stanowcze: NIE! Tym, którym się to uda i skończą dietę często zdarza się wynagradzać własne wyrzeczenia w późniejszym okresie, co skutkuje zwykle powrotem kilku kilogramów w postaci efektu jo-jo i prawdopodobnie rozpoczynaniem kolejnej diety. I tak koło się zamyka... Jak przełamać ten impass?

Cóż, kiedyś i ja byłam w takiej sytuacji więc niestety to na dłuższą metę nie działa. Moja rada to całkowita zmiana swojego myślenia na temat jedzenia i przejście na zdrowe odżywianie. Co więc z pokusami??? Od tego jest Cheat Day! :D

Co to jest Cheat Day?
Jest to dzień, w którym możesz zjeść co chcesz. Masz ochotę wybrać się na pizzę z przyjaciółmi? Idź :) Chodziła za Tobą cały tydzień ulubiona czekolada? Zjedz kawałek. Smakowity kawałek ciasta z pyszną kawą w kawiarni? Bardzo proszę :) ale... jest jedna zasada!!! Ma być to jeden wybrany przez Ciebie dzień w tygodniu, a nie codzienność ;)

Jakie są zalety wprowadzenia Cheat Day?
Przede wszystkim jest to bardzo dobre rozwiązanie dla osób, które zaczynają dopiero przygodę ze zdrowym odżywianiem i ciężko jest im od razu przestawić się na wszystkie zasady. Przeprowadzono nawet badania, w których udowodniono, że jeden dzień na spełnienie pokus jedzeniowych pomagał badanej grupie ściślej trzymać się diety przez resztę dni. Dodatkowo organizm nie przyzwyczaja się tak do reżimu zdrowego odżywiania, co w przypadku bardzo restrykcyjnych diet wraca do nas z nawiązką po ponownym wprowadzeniu do diety chleba, czekolady itp... No i najważniejsze! Nie czujemy się winne jeśli zjemy coś bardziej kalorycznego, bo nadal mamy kontrolę nad własnym żywieniem. Zdrowa dieta wcale nie musi się wiązać z samymi wyrzeczeniami :)

Mała uwaga :)



Powiedzmy sobie od razu szczerze, że Cheat Day nie powinien wyglądać w ten sposób, że w cudzysłowiu "napchamy się do granic możliwości" , strasznie przejemy fast foodami i słodyczami i będzie ok:) Pamiętajmy o zdrowych nawykach - 5 mniejszych posiłków dziennie, planujmy również w tym dniu porcje. Cheat Day nie oznacza, że wszystkie posiłki muszą być zakazanymi produktami. Możemy zafundować sobie np. bardzo pożywne śniadanie, pyszny smoothie owocowy w ciągu dnia itp.



 
Jak wygląda mój Cheat Day?
Bardzo lubię zdrowe gotowanie, moja dieta jest bardzo urozmaicona więc różnego rodzaju pokusy są dla mnie coraz rzadsze. Swój Cheat Day ustawiłam sobie 2 razy w miesiącu i są to soboty, które najczęściej wiążą się ze spotkaniami z rodziną i znajomymi. Co wtedy jem?

Jednym z moich ulubionych śniadań są naleśniki razowe z Nutellą (której na co dzień w ogóle nie jadam) i bananem, wtedy właśnie mogę sobie na nie pozwolić:).

Kolejna rzecz to sushi! Wiem że jest to zdrowe jedzenie ale niestety kaloryczne:D obecnie jestem na redukcji, więc mimo wszystko sushi musiałam ograniczyć i to jest jak dla mnie idealny obiad na Cheat Day :)

Czasami zdarza mi się zjeść pizzę - zwykle jednak staram się robić ją sama tzn. na razowym spodzie, z mozzarellą i dużą ilością warzyw. Jeśli zamawiamy pizzę to zawsze wybieramy tą, gdzie ciasto jest najcieńsze i jem max 2 kawałki.

Rzadziej ale też się zdarza ochota na słodycze :) wtedy kilka kostek ulubionej czekolady załatwia sprawę. Czasami wystarczy mi mała miseczka orzechów z rodzynkami (coś, co też na redukcji nie jem mimo że jest zdrowe).

Do chipsów, kupnych ciastek, innych fast foodów itp praktycznie mnie nie ciągnie. Jeśli już to wolę takie przekąski zrobić sama - mnie na tym etapie odstraszają składy na etykietach, nie chcę jeść chemii i tony cukru/soli. Można je zrobić w domu i zapewniam Was, że będą o wiele smaczniejsze i zdrowsze :)


Co myślicie o wprowadzeniu Cheat Day ? A może jest Wam to niepotrzebne ? :) Czekam na Wasze komentarze.

czwartek, 6 lutego 2014

Styczniowe podsumowanie :)


To niewiarygodne jak szybko minął styczeń :) Czas więc na podsumowanie miesiąca i rozliczenie się z noworocznych postanowień :D



Styczeń obfitował w ćwiczenia fizyczne. Starałam się chodzić regularnie, po każdej sesji na siłowni dołączyłam solidne rozciąganie :) Zaczęłam również chodzić na Vacu - bieżnię z podciśnieniem i z podczerwienią - zapowiada się bardzo ciekawie.


Do ćwiczeń dołączyłam też masę spacerów - a w styczniu było wiele pięknych dni :) Mimo wszystko nie mogę się doczekać, aż będzie cieplej i wybiorę się na rower.



Na początku stycznia zaczęłam też specjalistyczną dietę by dobić do upragnionej wagi - 55 kg ;)

 W tym miesiącu zjadłam wiele przepysznych przekąsek :



Prowadzę też regularne zapiski żywieniowe, dzięki czemu mam 100% kontroli nad tym, co jem :) mój jadłospiśnik sprawdza się idealnie w tej roli i motywuje mnie na każdy dzień.


Robię też małe kosmetyczne testy i koniecznie wracam do body-wrappingu na wiosnę. Jestem już po pierwszym zabiegu guam. Szukam jakiegoś dobrego preparatu do owijania się :) Na razie testuję krem-żel z Tołpy plus jeszcze inne produkty:


Jeśli znacie jakieś fajne kosmetyki do ciała to piszcie - chętnie wypróbuję :)!


I to by było na tyle! A tymczasem trzeba planować luty i przysiąść do sesji :) A jak Wam minął styczeń ?

xoxo

środa, 5 lutego 2014

Liebster Award :) odpowiedzi na pytania Dominiki

W tym poście odpowiadam na pytania Dominiki z bloga http://live-eat-stayfit.blogspot.com/. Dziękuję za nominację :) Enjoy :)

1. Czego nigdy nie jadłaś, a chciałabyś zjeść?  

jarmuż ♥! ciągle widzę super przepisy ale jeszcze nie natknęłam się na niego w żadnym warzywniaczku

2. Ulubiona forma Twojego imienia/przezwisko to... ?

po prostu Wiola:)

3. Masz aplikację Pou? Jeśli tak, to daj screen :)

miałam, obecnie nie ;)

4. Jak ma/miała na imię Twoja pierwsza miłość?

Bartłomiej

5.  Twoja ulubiona książka to?

jest ich wiele ale niech będzie Mistrz i Małgorzata i Wielki Gatsby

6. Twoje największe dotychczasowe osiągnięcie to?

pomyślne zaliczenie pewnego etapu studiów :)

7.  Ulubiony kolor/ kombinacja kolorów?

fioletowy co chyba widać po blogu :D jeśli chodzi o kombinacje to uwielbiam biel ze złotem i kolorami piasku

8.  Opisz swoją wymarzoną sypialnię.

na pewno minimalistyczna, w bieli i najlepiej z pięknym widokiem na las/jezioro/morze :)


9.Apartament na szczycie wieżowca w centrum czy domek na obrzeżach miasta? Dlaczego?

zdecydowanie domek na obrzeżach miasta! :) cenię sobie zieleń i ciszę, a do miasta wtedy też jest niedaleko

10.  Jak powstała nazwa Twojego bloga?

całkowicie spontanicznie pod wpływem chwili :)

11. Co robisz jako pierwsze zaraz po wstaniu z łóżka?

to dobre pytanie ;p piję wodę :D
 

Ponieważ już kiedyś uczestniczyłam w Liebster Award, moje pytania możecie znaleźć tutaj :(klik) Oczywiście nominuję wszystkich chętnych do wzięcia udziału w zabawie :)


 

    środa, 29 stycznia 2014

    Natur House. Dieta uderzeniowa z granatem i ananasem


    Wczoraj przeżyłam dzień z fazy uderzeniowej mojej diety. Przez cały dzień przewijał się granat z ananasem, więc było bardzo smacznie i czułam się lekka jak piórko przy tym menu. Choć pogoda bardzo zimowa, w mojej kuchni zapanowało wczoraj lato ;p

    Moje menu:

    śniadanie: 2 kromki razowca z domowym twarożkiem + pomidor
    II śniadanie: granat
    obiad: grillowany łosoś, gotowana zielona fasolka, sałatka z cykorii i granata
    podwieczorek: jogurt naturalny z granatem; 2 plastry świeżego ananasa
    kolacja: omlet z jednego żółtka i dwóch białek; 2 plastry świeżego ananasa

    Trochę słów o granacie i ananasie:

    granat

    • charakteryzuje się zawartością potasu, dzięki czemu ma właściwości diuretyka, co pomaga przeciwdziałać zatrzymywaniu się płynów
    • zawiera flawonoidy, naturalne pigmenty, odpowiedzialne za czerwony kolor jego ziarenek oraz za działanie przeciwutleniające i antyseptyczne

    ananas 

    • jest bogaty w witaminę C, stymuluje system odpornościowy oraz uczestniczy w ochronie i oczyszczaniu organizmu z toksyn; ponadto uczestniczy w tworzeniu kolagenu
    • zawiera bromelainę, składnik, który ułatwia trawienie białek, zapewniając dobre trawienie; ponadto posiada właściwości przeciwzapalne i diuretyczne, co sprawia, że ananas jest najlepszym składnikiem do walki z procesami zapalnymi i obrzękiem (cellulit)
    • jest bogaty w błonnik

    Jutro ważenie i mierzenie :D jestem ciekawa efektów, dam pewnie znać niedługo ;)






    piątek, 24 stycznia 2014

    Projekt DIY :)


    Witajcie :)

    Jednym z moich noworocznych postanowień było prowadzenie regularnych zapisków żywieniowych. Postanowienie to wdrożyłam już w prawdzie w zeszłym roku ale niestety miałam małe przerwy. Do tej pory służył mi do tego zwykły zeszyt dopóki...nie trafiłam przypadkiem na bloga Aliny - DesignYourLife (klik), gdzie zostałam zainspirowana do stworzenia własnego notatnika, w którym będę prowadzić takie zapiski :) Wprawdzie organizer Aliny jest pomyślany jako kalendarz i jadłospis pojawia się przy okazji,  mi zależało głównie na tych wkładkach by stworzyć coś na zasadzie "jadłospiśnika" ;)


    Z bloga Aliny zaczerpnęłam wzór na okładkę (jest świetna), oraz wkładki z jadłospisem i planem miesiąca. Kolorowe wkładki ze zdjęciami "zaprojektowałam" sama wykorzystując ulubione i jak dla mnie inspirujące zdjęcia  -  to naprawdę świetna zabawa :D a mój notatnik jest jeszcze bardziej spersonalizowany.



    W notatniku mam zamiar zapisywać nie tylko to, co zjadłam ale też swoje plany treningowe, spalone kalorie, ilość wypitej wody, zażywane suplementy, zabiegi na ciało, pomiary obwodów itp. Myślę, że do takiego notatnika będę wracać z wielką ochotą, łatwiej będzie mi też robić podsumowanie miesiąca.




    Całość jest bardzo przejrzysta, dodatkowo po każdym miesiącu zostawiłam sobie kilka pustych stron na własne notatki, uwagi, przepisy itp. :)


    Jeśli chodzi o wykonanie to wszystko wydrukowałam sama na zwykłym papierze, okładki i kolorowe wkładki drukowałam na grubszym papierze fotograficznym. Później całość oddałam do zbindowania i efekt końcowy jest taki, jak na zdjęciach :) Notatniczek ma format A5 i póki co mam wkłady na 5 miesięcy czyli do końca maja. Zobaczymy jak będzie  z trwałością, ale mam dużo bindowanych książek i myślę, że powinno być ok.

    Zachęcam też do odwiedzenia bloga Aliny - można tu znaleźć dużo ciekawych pomysłów i inspiracji, a nawet posty o zdrowym odżywianiu :) 
     
    A Wy lubicie projekty DIY? :)

    Foodbook ;) czyli co ostatnio jadam



    Dziś bez zbędnych komentarzy po prostu zdjęcia
    moich posiłków z diety + nowości w diecie :)


           tosty razowe z mozzarellą i czerwoną 
    papryką plus warzywa


    jajecznica z papryką, pieczarkami i 
    szczypiorkiem plus razowe pieczywo

    dietetyczna zupa-krem z brokułów 
    z grzankami razowymi

    jogurt naturalny z jabłkiem, 
    cynamonem i Fibrokami

    kromki razowe z domowym twarożkiem 
    z rzodkiewką i szczypiorkiem
    przekąska: ćwiartka pomelo

    rolada z piersi indyka z papryką, ananasem
     i mozzarellą z sałatką
     
    gruszka z jabłkiem i jogurtem 
    naturalnym na wynos:)
     
    kromki razowe z polędwicą łososiową
    z rukolą i ogórkiem



    twarożek z jabłkiem, domowym musem
     śliwkowym i Fibrokami


    Póki co odstawienie niektórych produktów daje efekty - kolejne 0,5 kg mniej :) W diecie nastąpiła mała modyfikacja - zamiast granulek Fibroki dostałam przepyszne ciasteczka z jabłkiem i granatem (1-3 na drugie śniadanie i podwieczorek + jogurt naturalny/maślanka/owoc).


    Fiolki dalej Drenanat, plus jeszcze jedna nowość - batoniki Slimbel. Byłam na degustacji batonika o smaku czekoladowym i jest naprawdę dobry. Batonik jest mały ale bardzo sycący (trochę czasu zajmuje by go pogryźć :D ) i zastępuje jeden posiłek - drugie śniadanie lub podwieczorek. Mam dwa w zapasie na wypadek, gdyby pokusa na słodycze była silniejsza ode mnie. 


    W tym tygodniu dalej czeka mnie dieta urozmaicona plus jeden dzień uderzeniówki z granatem i ananasem :) Jestem ciekawa co z tego wyjdzie ale zapowiada się bardzo smacznie:)

    Podobają się Wam takie posty?
    Piszcie :)

    piątek, 17 stycznia 2014

    I'm happy, happy, happy :)

    Są takie dni, kiedy wszystko się układa i świat od razu wydaje się piękniejszy :) Nie straszny mi dziś śnieg i zła pogoda, choć przeszłam dziś pół miasta :)! A po cichu nucę Pharella Williamsa:



    Właśnie zbieram dla Was zdjęcia swoich ostatnich posiłków, ponieważ w kolejnym poście będzie Foodbook :) Małe modyfikacje w diecie bardzo mi służą - jest już 1kg mniej!

    Byłam dzisiaj też na zakupach w moim ulubionym ciucholandzie i znalazłam prawdziwe perełki - wszędzie są teraz olbrzymie wyprzedaże!!! :)





    Wśród zdobyczy znalazła się śliczna koszula Tommy'ego (nowa!) za 7 zł oraz markowe bokserki - tych nigdy za wiele! :) po 2zł! Znalazłam też bardzo fajną koszulkę do biegania z firmy Rohnisch (również za 2 zł):


    Jest to dosyć droga szwedzka firma, ale koszulka jest jak nowa, bardzo dobrej jakości. W ogóle ta firma tworzy przepiękną odzież sportową, na ich stronie można dostać oczopląsu :) Mi szczególnie wpadły w oko legginsy :


                                         http://www.rohnisch.se/

    Za 2 zł kupiłam też nowe, klasyczne spodnie w kant z New Looka, będą wyglądać super do szpilek:



    I ostatnia rzecz, bardzo urocza i... nietypowa - Family Organiser :)





    Jest to właściwie notatnik, który ma pomóc zapanować nad chaosem życia rodzinnego :) - nie mogłam się mu oprzeć.


    Ma też wyrywane karteczki/listy - To do i shopping list, coś co bardzo mi się spodobało :)




    Dziś spędzam relaksacyjny wieczór z herbatką i książką, bo ćwiczenia zaliczyłam już rano.

    A jak tam Wam mija dzień? :)


     

    piątek, 10 stycznia 2014

    Moja dieta z NaturHouse


    Witajcie w Nowym Roku! :)

    Chwilowa przerwa na blogu spowodowana była wyjazdem na narty. Był to mój pierwszy raz i bardzo mi się spodobało, wróciłam cała, zdrowa i szczęśliwa z masą energii na Nowy Rok :D

    Dziś pragnę się z Wami podzielić moją spontaniczną decyzją - postanowiłam odwiedzić dietetyka, żeby dobrać dla siebie idealną dietę. Po przeczytaniu wielu opinii mój wybór padł na NaturHouse. Mimo regularnych ćwiczeń moja waga od dłuższego czasu stała w miejscu, a wizja upragnionych 55 kg oddalała się coraz bardziej.

    Muszę przyznać, że rozmowa z panią dietetyk uświadomiła mi wiele rzeczy. W sumie wyszło na to, że prowadzę zdrowy tryb życia, a moja obecna dieta jest bardzo dobrą dietą stabilizacyjną - stąd waga utrzymuje się na stałym poziomie. Aby zredukować trochę masę ciała potrzebne są pewne zmiany w diecie.


    Największy szok przeżyłam po analizie tłuszczów w organizmie - okazało się, że więcej do zrzucenia mam wody (zatrzymanych płynów) niż tłuszczu. Niestety tej wody nie da się pozbyć ćwicząc lecz paradoksalnie pijąc jeszcze więcej wody i wspomagając się produktami, które pomogą ją usunąć.



    Dostałam też oczywiście procentowy wynik tkanki tłuszczowej, który będę starała się dalej zbijać :) Jeśli chodzi o zalecenia, to dostałam dietę urozmaiconą na 7 dni z małymi modyfikacjami i ogólne zalecenia dietetyczne, które w sumie mam zakodowane od dawna :)


    Ponieważ ćwiczę często, w diecie zostawiłyśmy kaszę i brązowy ryż, odpada jednak ciemny makaron (i oczywiście ziemniaki, których i tak prawie nie jadłam). Chlebek dozwolony tylko razowy.

    Produkty zdrowe ale na razie zakazane:

    -orzechy i pestki
    -suszone owoce
    -mleko

    Ograniczono mi też ukochane jajka ;p tzn. 3-4 żółtka na tydzień, białka mogę jeść do woli :)

    Dieta nic nie wspomina w sumie o płatkach owsianych, otrębach itp i o to muszę dopytać na kolejnej wizycie.

    Dostałam też całą listę dozwolonych produktów, produktów na które mam uważać i tych, których unikać. W sumie od dawna nie jem przetworzonych produktów, jak paszteciki, parówki itp. Przyjdzie mi jednak na razie pożegnać się z bananami (eh, mój ulubiony proteinowy shake ;p), winogronami, avokado i - o zgrozo - oliwkami ;p Resztę jestem w stanie przeżyć bez żalu. Niektóre warzywa również wymagają kontroli i mam ich jeść mało - głównie strączkowe. A to ogólna rozpiska ze strony NaturHouse:


    Podstawą mojej diety ma być 5 posiłków w równych odstępach czasowych, z czego dwa to jogurt naturalny lub kefir/maślanka z granulkami Fibroki z dużą ilością błonnika + owoc + szklanka wody. Zwykle owoce starałam się jeść do godziny 15.00 więc owoc na podwieczorek to dla mnie nowość.


    Dodatkowo dostałam fiolki Drenanat, które mają działać na nadmiar wody i tłuszczu w organizmie (do stosowania rano i wieczorem).


    W internecie znalazłam wiele opinii, na temat NaturHouse w stylu, że ich dieta polega na wciskaniu chemicznych suplementów. Patrząc na skład produktów, które dostałam nie mogę się z tym zgodzić. Fiolki w składzie mają różnego rodzaju ekstrakty roślinne (m.in. z czarnego bzu, kopru włoskiego), które pomagają w usuwaniu wody z organizmu. Zastanawiam się też nad piciem soku z czarnego bzu, muszę znaleźć jakiś sklep, w którym można go kupić.

    Podsumowując, po pierwszej wizycie wrażenia są bardzo pozytywne. W punkcie, w którym byłam trafiłam na bardzo kompetentną i sympatyczną panią dietetyk, która zna się na rzeczy. Cała dieta bazuje na cyklu cotygodniowych spotkań z czego bardzo się cieszę, gdyż co tydzień będę miała wgląd na poziom tłuszczu i wody. Kiedy zejdę do upragnionej wagi, planowane jest przejście na stabilizację i wtedy spotkania będą odbywać się rzadziej.

    Tygodniowy koszt ma bazować w okolicach 100-150 zł. Po pierwszej wizycie zapłaciłam niecałe 135 zł, więc myślę, że standardowa cena (dla porównania w innym miejscu samo rozpisanie diety kosztowało 250 zł + wizyta 100zł a tu mam suplementy). Tę kwestię jednak pozostawiam każdemu do rozstrzygnięcia :).



                  Kolejną relację zdam za tydzień, po drugiej wizycie. 
    Trzymajcie kciuki :)